ogla blog

Twój nowy blog

Pięknie brzmi i w dodatku całkiem życiowy tekst. Dla mnie zdecydowanie piosenka roku.

Now and then I think of when we were together
Like when you said you felt so happy you could die
Told myself that you were right for me
But felt so lonely in your company
But that was love and it’s an ache I still remember

You can get addicted to a certain kind of sadness

Like resignation to the end
Always the end
So when we found that we could not make sense
Well you said that we would still be friends
But I’ll admit that I was glad that it was over

But you didn’t have to cut me off

Make out like it never happened
And that we were nothing
And I don’t even need your love
But you treat me like a stranger
And that feels so rough
And you didn’t have to stoop so low
Have your friends collect your records
And then change your number
I guess that I don’t need that though
Now you’re just somebody that I used to know

Now and then I think of all the times you screwed me over


But had me believing it was always something that I’d done
And I don’t wanna live that way
Reading into every word you say
You said that you could let it go
And I wouldn’t catch you hung up on somebody that you used to know…

But you didn’t have to cut me off

Make out like it never happened
And that we were nothing
And I don’t even need your love
But you treat me like a stranger
And that feels so rough
No you didn’t have to stoop so low
Have your friends collect your records
And then change your number
I guess that I don’t need that though
Now you’re just somebody that I used to know

Ponawiam moje coroczne życzenie bożonarodzeniowe:
Chciałabym mieć tyle pieniędzy, żeby móc wyjeżdżać na święta w pizdu, z dala od tej całej szopki, komercji i szaleństwa…

Za wielkim morzem ty
Za wielką wodą ja
Jak dobry Boże nam nie pomożesz
To zgubią się serca dwa

Serca się pogubiły ponad rok temu. Najgorsze jest jednak to, że ciągle do siebie tęsknią, ciągle po sobie płaczą, jednocześnie coraz bardziej się od siebie oddalając – i mentalnie i fizycznie.

Wiem, to nie moja sprawa. Nie mój ból. Jednak szlag mnie trafia gdy widzę, jak koncertowo ludzie potrafią zniszczyć sobie życie. Przypadków wejścia w bagno widziałam wiele, ale żeby tak z własnej woli wyskoczyć z najjaśniejszej gwiazdy i zamieszkać dobrowolnie w okolicy bagien… Boli od samego patrzenia.

Historia jak z taniego romansidła – uboga dziewczyna spotyka swojego księcia, który traci dla niej zupełnie głowę. Wielka miłość, która góry przenosi. Zaręczyny, łzy szczęścia. A potem, po tylu latach związku – pierwsze poważniejsze zgrzyty. Odwołany ślub, rozstanie, niedogadanie, „dajmy sobie czas”. Każde tęskni, żadne nie chce się ugiąć. Aby zapomnieć, Ona ucieka na emigrację, On – do zakonu. The end. Może jednak On wymodli tam sensowniejsze rozwiązanie…

Jak dobry Boże im nie pomożesz, to zgubią się serca dwa…

Before you met me
I was alright but things
Were kinda heavy
You brought me to life
Now every February
You’ll be my Valentine, Valentine

Let’s go all the way tonight

No regrets, just love
We can dance, until we die
You and I, we’ll be young forever

Szczęście

1 komentarz

Jestem taka szczęśliwa, że czasami mam wrażenie, że powinnam mieć wyrzuty sumienia.
Nie mam :)
Należy mi się :)

Jak to mówią – „Czasami trzeba coś stracić, żeby to docenić”.
To niech sobie doceniają.
Ja jestem w tym zbiorze, którego ‚czasami’ nie objęło ;)

If you wanna know if he loves you so,
It’s in his kiss
That’s where it is!

Oł jesss, it iz :D

mood++;

Brak komentarzy

Last Christmas I gave you my heart

But the very next day you gave it away

This year, to save me from tears

I’ll give it to someone special
——————————————————–

Zbieram żniwa rewolucji.

Części „przymusowej” nie oceniam dobrze, tęsknię za „starym porządkiem”, ale jakoś się żyje. Są chwile, kiedy można się skrzyknąć i udawać, że jest jak dawniej. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!

To właśnie oni pozwolili mi przetrwać tą część rewolucji, którą sama wywołałam. W najgorszych chwilach zawsze znalazł się ktoś, kto potrafił poprawić humor i upewnić, że dobrze zrobiłam. Nadal to robią, chociaż ja już od dawna w to nie wątpię i niczego nie żałuję. To ten typ „przyjaciół”, których widuje się raz na kilka tygodni czy nawet miesięcy, ale od razu życie staje się jaśniejsze. Teraz wiem, że warto ryzykować w obydwie strony, jak jedna inwestycja nie wypali, nie ma co przy niej trwać, jeśli można zaryzykować w inny sposób. Prędzej czy później odnajdzie się złoty środek (to jak wyszukiwanie bnarne ;)).

Trzecia część rewolucji, oprócz wygody i swobody, przyniosła nieoczekiwany efekt uboczny. Bardzo sympatyczny :) I to chyba największy plus :) Czasami warto zrobić w życiu totalną rozpierduchę!

———————————————————–
I’ll give it to someone, I’ll give it to someone special

who’ll give me something in return

I’ll give it to someone

hold my heart and watch it burn…

i+=3;

1 komentarz

Minęły kolejne 3 lata. Zapowiada się kolejna rewolucja. Zastanawiam się,
czy to dobrze, czy źle, że moje życie składa się z trzyletnich
segmentów. Z jednej strony, zawsze wiadomo, kiedy rewolucja nastąpi, z drugiej
strony, jak już coś zaczyna się zmieniać, to wszystko naraz, świat po prostu
staje na głowie…

Co przyniosły te 3 lata? Bardzo wiele.

Częściowo wydoroślałam. Jeszcze bardziej otworzyłam się na świat.
Jednak odkryłam też swoje ciemne strony… To jednak prawda, co piszą we
wszystkich szkolnych lekturach o tematyce wojennej – człowiek jest w stanie
dopuścić się największych okropności, żeby przetrwać. Nauczyłam się
nigdy nie mówić nigdy.

Spaliłam kolejne mosty. Dzisiaj staram się tego nie robić, chociaż już
powoli czuję swąd i widzę unoszący się dym… Ja chyba nie potrafię
trzymać przyjaznych relacji z ludźmi, na których się zawiodłam. Kij z
cywilizacją, kij z kulturą, pod tym względem jestem jaskiniowcem. Żałuję,
czasami cholernie żałuję.

Z drugiej strony, poznałam niesamowitych ludzi. Hasło „Jeden za
wszystkich, wszyscy za jednego” nabrało realnego znaczenia. A teraz znowu zajmie mi kilka tygodni pozbieranie się do kupy i przyzwyczajenie do nowej rzeczywistości, w której ci ludzie wciąż będą, ale nie w tych miejscach, w których być powinni. Tak samo jak przełom gimnazjum/liceum 6 lat temu…

Zmiany, zmiany, zmiany. Cale szczęście, że z wiekiem robię sie na nie coraz bardziej podatna, chociaż i tak bywa ciężko. Ale chyba właście na tym polega życie – na nieustających zmianach. Rutyna zabija.

——————————
You don’t listen to her
You don’t care how it hurts
Until you lose the one you wanted
Cause you’ve taken her for granted
And everything you have got destroyed

But you’re just a boy



If I were a boy
Even just for a day
I’d roll outta bed in the morning
And throw on what I wanted then go
Drink beer with the guys
And chase after girls
I’d kick it with who I wated
And I’d never get confronted for it.
Cause they’d stick up for me.
[Chorus]
If I were a boy
I think I could understand
How it feels to love a girl
I swear I’d be a better man.
I’d listen to her
Cause I know how it hurts
When you lose the one you wanted
Cause he’s taken you for granted
And everything you had got destroyed
If I were a boy
I could turn off my phone
Tell evveryone it’s broken
So they’d think that I was sleepin’ alone
I’d put myself first
And make the rules as I go
Cause I know that she’d be faithful
Waitin’ for me to come home (to come home)
[Chorus]
It’s a little too late for you to come back
Say its just a mistake
Think I’d forgive you like that
If you thought I would wait for you
You thought wrong
[Chorus]
But you’re just a boy
You don’t understand
Yeah you don’t understand
How it feels to love a girl someday
You wish you were a better man
You don’t listen to her
You don’t care how it hurts
Until you lose the one you wanted
Cause you’ve taken her for granted
And everything you have got destroyed
But you’re just a boy


Rekurencja

2 komentarzy

Było morze,
w morzu kołek,
a na kołku był wierzchołek.
Na wierzchołku siedział zając
i nóżkami przebierając śpiewał tak:

Było morze,
w morzu kołek…

Pewna osoba uświadomiła mi, że podświadoma fascynacja efektem Droste u przedszkolaka nie jest normą. Rzeczy, które mnie interesowały, dla innych były dziwne lub zupełnie niezauważalne. Nawet większość dorosłych osób nie wie, że lustro ma kolor zielony.

Po raz pierwszy od 2,5 roku poczułam, że dobrze wybrałam.
Przyszłość stała się jaśniejsza :)

Palą się na stosie moje ideały
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały.

Cykl życia

1 komentarz

„Co się miało przeżyć, to się przeżyło.
Co się miało wypić, to się wypiło.
Teraz można umierać.
A póki co, polej!”

Lubię ludzi pogodzonych z życiem. Lubię ludzi bez tabu. Cywilizacja zrobiła zbyt duże zamieszanie w życiu ludzi. Uważamy się za kogoś lepszego od innych, wmawiamy sobie, że pewne rzeczy nas, jako ludzi, istoty wyższe, nie dotyczą. Tymczasem jesteśmy tylko cząstką natury.

Płakał ktoś kiedyś za źdźbłem pszenicy? Rodzi się jako małe ziarenko. Trafia na podatny grunt. Rośnie, dostarcza się mu nawozu, żeby mogła z niego wyrosnąć jak najwyższa roślina. Walczy z innymi o każdy promień słońca. Nabiera wspaniałego koloru soczystej zieleni. Powoli zaczyna kwitnąć i rodzą się w niej powoli następne ziarna. W końcu zaczyna tracić barwy. Źdźbło pszenicy, prażone niemiłosiernie słońcem, zaczyna tracić kolor. W czasie, gdy jego ziarna dojrzewają, zaczyna uciekać z niego życie. W końcu zostaje brutalnie skoszone. Zostaje po nim tylko kilkadziesiąt następnych ziaren. Czy ktoś po nim płacze?

Ludzie wywyższający człowieczeństwo ponad wszystko uważają życie samo w siebie za wartość nadrzędną. Prawda jest taka, że w naszym społeczeństwie śmierć to temat tabu. Rodzina będzie miesiącami płakać po śmierci zniedołężniałej od lat, prawie stuletniej staruszki, a nawet obwiniać się o jej śmierć („Bo zupa była za słona, a babcia nie powinna jeść soli”). I jak im powiesz, że taka jest kolej rzeczy, człowiek rodzi się, a potem umiera, to Cię wyzwą od potworów, a potem skamieniują. Bo to nieważne, że Parkinson, Alzheimer i inne choroby i tak nie dają żyć, „człowiek to człowiek” i powinien być wiecznie, nie ważne jak, gdzie i po co. A jeśli cieszysz się, że jego cierpienie dobiegło końca i niezbyt długo płaczesz, to jesteś potworem i człowiekiem niższej kategorii – tak rzecze nasze ucywilizowane społeczeństwo.

Inna sprawa, że każdy uważa się za pana swojego życia. Ludzie chętnie podejmują wyzwania, rzucając się w szaleństwo młodości. Ryzykują wiele, na ostrzeżenia odpowiadają tyle, że to ich życie i jak im się coś stanie, to ich kłopot.
A po kilkudziesięciu latach szaleństwa młodości dają o sobie znać. Pada błędnik, uszkodzony 40 lat temu w wypadku samochodowym. Siadają stawy, pompowane przez całe życie krwią z alkoholem i nikotyną. Niewyspane ciało upada, powodując krwiaka i niszcząc znaczną część płata czołowego. Nie mówisz, nie myślisz, nie pamiętasz, nie kojarzysz. Jesteś bardziej bezradny niż małe dziecko. Weźmiesz wtedy za siebie odpowiedzialność? Nadal uważasz, że jesteś samowystarczalnym człowiekiem?

Nikt nie jest jedyną osobą, która cierpi za swoje głupoty.